Kapłan prowadzi modlitwę wiernych w tradycyjnym wnętrzu kościoła
Źródło: Pexels | Autor: RDNE Stock project
Rate this post

Nawigacja po artykule:

Czym jest bierzmowanie dla nastolatka i jego rodziców – punkt wyjścia

Krótko o sensie bierzmowania „po ludzku”

Sakrament bierzmowania często bywa odbierany jako „religijna osiemnastka” albo „ostatni sakrament, który jeszcze trzeba zrobić”. Tymczasem w tradycji Kościoła to moment umocnienia w wierze, świadomego potwierdzenia chrztu i zaproszenia Ducha Świętego do dorosłego życia. Niby brzmi poważnie, ale dla nastolatka ważniejsze od teologicznych definicji jest to, czy ten sakrament ma związek z jego prawdziwym życiem: szkołą, przyjaźniami, wyborami moralnymi.

W języku prostym: bierzmowanie ma pomóc młodemu człowiekowi wejść w dorosłość z Bogiem. To nie jest egzamin z pobożności, lecz otwarcie na łaskę, która ma wspierać, gdy trzeba podejmować decyzje, zmierzyć się z lękiem, porażką, presją rówieśników. Rodzic, który tak patrzy na bierzmowanie, szybciej zauważy, że przygotowanie nie kończy się na podpisach w indeksie, tylko dotyka całego stylu życia rodziny.

Co zwykle czuje nastolatek przed bierzmowaniem

Wiek przygotowania do bierzmowania to mieszanka różnych emocji. Dla jednych nastolatków to raczej obojętność: „bo tak trzeba”, „wszyscy idą”, „mama mówi, że muszę”. Inni przeżywają bunt: widzą kontrowersje wokół Kościoła, znają z mediów głośne skandale, mają wątpliwości, których nikt wcześniej z nimi spokojnie nie omówił. Są też tacy, którzy czują ciekawość: „co będzie po bierzmowaniu?”, „czy naprawdę coś się zmieni?”.

Wspólny mianownik jest jeden: nastolatek szuka sensu. Dopytuje, czy to wszystko jest prawdziwe, czy tylko tradycja. To naturalne, że w tym czasie pojawia się ostre patrzenie na dorosłych, w tym na duchownych: czy oni żyją tak, jak mówią. Im bardziej dziecko widzi sprzeczność między głoszoną nauką a codziennym zachowaniem dorosłych, tym łatwiej o sceptycyzm. To nie zepsucie, tylko krytyczne myślenie, które w gruncie rzeczy jest potrzebne również dla dojrzałej wiary.

Lęki i oczekiwania rodziców wobec bierzmowania

Rodzicom najczęściej towarzyszą dwa równoległe pragnienia. Z jednej strony pojawia się obawa: „żeby nie odszedł z Kościoła”, „żeby nie porzuciła praktyk zaraz po bierzmowaniu”. Z drugiej – nadzieja, że młody człowiek dojrzeje w wierze, zacznie samodzielnie wybierać, a nie „chodzić do kościoła, żeby mama się odczepiła”.

Do tego dochodzą bardzo praktyczne stresy: czy zdążymy z dokumentami, czy dziecko zaliczy wszystkie spotkania, czy ksiądz nie będzie „czepialski”, czy świadek się nie wycofa w ostatniej chwili. Wiele rodzin ma w pamięci własne doświadczenie przygotowania do bierzmowania – nie zawsze pozytywne. To wszystko łatwo przenieść na dziecko, często nieświadomie, tworząc napięcie, którego można byłoby uniknąć.

Zaliczenie sakramentu a realne spotkanie z wiarą

Różnica między „zaliczeniem bierzmowania” a przygotowaniem, które prowadzi do osobistej relacji z Bogiem, jest zasadnicza. W pierwszym wariancie liczy się odhaczanie wymagań: spotkania, wpisy, rekolekcje, spowiedź „bo trzeba”. Po uroczystości wszystko szybko wraca do poprzedniego stanu. Młody człowiek ma sakrament, ale niekoniecznie ma doświadczenie, że Bóg w czymkolwiek go realnie wspiera.

W drugim podejściu centrum stanowi proces wewnętrzny. Rodzic pyta: „Co to w tobie zmienia?”, „Co myślisz o Bogu, który chce być blisko ciebie?”, „Co cię w tym wszystkim wkurza albo cieszy?”. Parafia daje strukturę, ale to rozmowy w domu, styl życia rodziców i ich dojrzałe towarzyszenie decydują, czy bierzmowanie stanie się kamieniem milowym, czy tylko ładnym zdjęciem w ramce.

Nastolatek w okresie buntu i poszukiwań – krótki portret psychologiczny

Co się dzieje w głowie i sercu nastolatka

Okres przygotowania do bierzmowania zbiega się z etapem silnych zmian rozwojowych. Młody człowiek zaczyna myśleć abstrakcyjnie, potrafi analizować argumenty, dostrzegać sprzeczności. Pojawia się potrzeba autonomii – chce decydować o sobie, nawet jeśli nie zawsze wie jeszcze, czego dokładnie chce. Do tego dochodzi ogromne znaczenie rówieśników: opinia kolegów i koleżanek bywa ważniejsza niż zdanie mamy czy księdza.

To naturalne, że w takim czasie wszystko, co dotąd było przyjmowane „bo tak jest”, podlega weryfikacji: wartości rodzinne, religia, zwyczaje, autorytety. Dla rodzica to może być trudne, bo dziecko nagle nie przyjmuje oczywistych argumentów. Jednak z perspektywy rozwoju to właśnie tu zaczyna się własna wiara, a nie tylko przejęta od rodziców.

Wątpliwości o wiarę jako element dojrzewania

Pytania typu „skąd wiadomo, że Bóg istnieje?”, „dlaczego Kościół tak, a nie inaczej patrzy na różne sprawy?”, „po co się modlić, skoro i tak bywa ciężko?” to nie sygnał klęski wychowawczej. To raczej dowód, że dziecko przestaje bezrefleksyjnie powtarzać to, co słyszało i próbuje skonfrontować wiarę z doświadczeniem.

Szczególnie ważne jest, aby rodzic nie reagował na takie pytania oburzeniem czy wyśmianiem. Jeśli nastolatek usłyszy: „Nie filozofuj, tylko wierz”, prawdopodobnie następnym razem już nic nie powie. A pytania nie znikną – tylko przeniosą się do internetu albo do rozmów z rówieśnikami, którzy niekoniecznie pomogą je dobrze poukładać.

Oddzielenie buntu wobec rodzica od buntu wobec Boga

Często zbuntowany nastolatek krzyczy: „Nie idę do kościoła!”, „Nie chce mi się tych głupich spotkań!”, „Wiara to jest dla starych”. To łatwo odebrać jako odrzucenie Boga. Bardzo często jednak głównym adresatem buntu jest… rodzic, a Kościół jest tylko „sceną”, na której ten bunt łatwo wyrazić, bo dotyka czegoś ważnego dla dorosłych.

Jeśli dorosły weźmie wszystkie słowa dziecka personalnie, konflikt szybko wymknie się spod kontroli. Pomaga proste rozróżnienie: „Czy on złości się na mnie, czy na Boga, czy na sytuację?”. Często to gniew na brak zrozumienia, na presję, na poczucie bycia zmuszanym. Gdy rodzic nazwie to spokojnie („Widzę, że jesteś wściekły, że znowu ci przypominam o spotkaniu”), napięcie spada i łatwiej wrócić do meritum.

Przykładowe sytuacje konfliktowe i spokojne reakcje

Klasyczny dialog:

– Idziesz dzisiaj na Mszę?
– Nie. To bez sensu.
– Jak to bez sensu?! Tyle cię uczyli, a ty tak mówisz?!

W kilka sekund rodzi się awantura. Alternatywne podejście mogłoby wyglądać inaczej:

– Widzę, że nie chcesz iść na Mszę. Co jest w tym dla ciebie bez sensu?
– Nuda. Ciągle to samo, ksiądz gada, nikt mnie tam nie obchodzi.
– Dzięki, że to mówisz szczerze. Dla mnie to ważne, bo Msza to część mojego życia. Zastanówmy się, jak możemy to ogarnąć tak, żebyś mógł spełnić wymagania do bierzmowania, a jednocześnie żebyśmy pogadali o tym, co cię odpycha.

Nie chodzi o natychmiastową zgodę na wszystko, tylko o zmianę tonu – z oskarżania na wspólne szukanie rozwiązań. Taka postawa daje nastolatkowi sygnał: „mogę mówić, co myślę, bez ryzyka, że rodzic wybuchnie”. To jeden z ważniejszych fundamentów dojrzałej rozmowy o wierze.

Co naprawdę robi parafia: struktura przygotowania do bierzmowania

Typowe elementy parafialnego programu

Każda parafia ma swoją specyfikę, ale schemat przygotowania do bierzmowania zwykle obejmuje kilka powtarzających się elementów:

  • regularne spotkania formacyjne w grupach (miesięczne lub częstsze),
  • katechezę – często prowadzoną przez katechetę lub duszpasterza,
  • udział w niedzielnej Eucharystii i wybranych uroczystościach parafialnych,
  • spowiedź świętą w określonych terminach,
  • rekolekcje (parafialne, szkolne lub specjalne dla kandydatów),
  • próby liturgiczne przed samą uroczystością,
  • prowadzenie indeksu lub dzienniczka praktyk religijnych.

Dla rodzica i dziecka to często „kalendarz obowiązków”, który trzeba dopasować do szkoły, zajęć dodatkowych i życia rodzinnego. Uporządkowanie tych informacji na początku roku formacyjnego chroni przed późniejszym bieganiem w panice „bo czegoś brakuje”. Dobrym nawykiem jest wspólne z dzieckiem zapisanie dat w kalendarzu – idealnie, gdy to ono trzyma w ręku długopis.

Jak czytać „regulamin przygotowania” bez nerwów

Na pierwszym zebraniu często pojawia się kartka z zasadami: ile nieobecności jest dopuszczalnych, co trzeba zaliczyć, jakie dokumenty dostarczyć. Łatwo wtedy włączyć tryb: „byle się we wszystko wpasować, żeby ksiądz się nie czepiał”. Tymczasem dobrze jest potraktować regulamin jako plan drogi, a nie listę pułapek.

Kilka praktycznych kroków:

  • przeczytać regulamin wspólnie z dzieckiem, tłumacząc niezrozumiałe punkty,
  • zaznaczyć obowiązki, które są jasne i te, które wymagają doprecyzowania (np. ile nieobecności można usprawiedliwić),
  • sprawdzić, z kim w parafii najlepiej kontaktować się w razie problemów (katecheta, ksiądz prowadzący, kancelaria),
  • ustalić z dzieckiem, kto odpowiada za pilnowanie indeksu i podpisów – im bardziej ono, tym lepiej dla jego odpowiedzialności.

Jeśli coś brzmi zbyt restrykcyjnie lub budzi niepokój (np. groźba „dopiero w przyszłym roku” za pojedyncze spóźnienie), zamiast oburzać się w domu, lepiej spokojnie zapytać duszpasterza, jak to wygląda w praktyce. Często język na kartce jest ostrzejszy niż faktyczna postawa księdza, który w konkretnej sytuacji potrafi okazać zrozumienie.

Co może dać parafia, a czego nie zastąpi

Parafia zapewnia ramy formacyjne: katechezę, sakramenty, możliwość rozmowy z duszpasterzem, doświadczenie wspólnoty. To ogromnie ważne, bo rodzic nie musi (i nie jest w stanie) wszystkiego przekazać sam. Ksiądz czy animator może trafić do nastolatka innym językiem, poruszyć tematy, o których w domu trudno się rozmawia.

Są jednak obszary, których parafia nie zastąpi, nawet przy najlepszym programie. To przede wszystkim:

  • styl życia rodziny – sposób, w jaki rozwiązuje się konflikty, mówi o innych, używa pieniędzy, spędza wolny czas,
  • konkretne gesty miłości i zaangażowania – pomoc słabszym, uczciwość, odpowiedzialność,
  • autentyczna rozmowa o wierze – nie w grupie 30 osób, ale w cztery oczy, z uwzględnieniem osobistych historii i ran,
  • model relacji z Bogiem – jeśli w domu Bóg jest „straszakiem”, trudno oczekiwać, że w parafii nagle stanie się bliskim Przyjacielem.

Współpraca między domem a parafią przynosi najlepsze owoce, gdy rodzic widzi w duszpasterzu partnera, a nie kontrolera. Zamiast pytać: „Czy on się nadaje do bierzmowania?”, lepiej razem poszukać dróg, jak młodemu człowiekowi w tym czasie towarzyszyć.

Rozmowa z duszpasterzem o trudnościach dziecka

Bywa, że nastolatek otwarcie mówi: „Nie wierzę”, „Nie chcę bierzmowania”, „Chodzę tylko dla świętego spokoju”. Rodzic staje wtedy przed dylematem: mówić księdzu czy nie? Nie chodzi o „donoszenie”, ale o szukanie pomocy. Duszpasterz często spotyka się z podobnymi postawami u innych młodych, ma doświadczenie rozmów z wątpiącymi.

Kilka wskazówek, jak podejść do takiej rozmowy:

  • umówić się na spokojny termin (nie między jedną Mszą a drugą),
  • opisać sytuację bez oceniania dziecka: „Syn mówi, że nie bardzo wierzy i traktuje przygotowanie jako obowiązek. Nie wiem, jak mu towarzyszyć”,
  • zaproponować możliwość rozmowy księdza z nastolatkiem, ale bez zmuszania; ważne, żeby dziecko wiedziało, po co ma z nim rozmawiać,
  • powiedzieć księdzu także o swoich wątpliwościach, jeśli takie są – to nie osłabia autorytetu rodzica, tylko pokazuje, że wiara dorosłego też jest procesem.

Dla części nastolatków rozmowa z kimś spoza rodziny jest łatwiejsza. Ktoś, kto nie nosi pamięci wszystkich ich szkolnych ocen i dziecięcych wpadek, bywa odbierany bardziej neutralnie. Wspólnie z duszpasterzem można ustalić realistyczny plan: co jest w tym momencie możliwe, a czego nie ma sensu wymuszać na siłę.

Uczniowie rozmawiają i współpracują przy ławkach w szkolnej klasie
Źródło: Pexels | Autor: RDNE Stock project

Gdy dziecko mówi: „Ja tego bierzmowania nie chcę”

Nie każdy nastolatek wchodzi w przygotowanie z entuzjazmem. Czasem już na starcie pojawia się jasny komunikat: „Robię to tylko dlatego, że mnie zmuszacie” albo wręcz: „Nie przystąpię i koniec”. Dla rodzica brzmi to jak katastrofa – szczególnie gdy w głowie od razu pojawia się myśl: „Co powie babcia?” albo „Jak to będzie wyglądać w parafii?”.

Przy tak kategorycznych stwierdzeniach przydaje się odrobina „wewnętrznego hamulca”. Zanim zacznie się straszyć dziecko Bogiem, grzechem czy opinią ludzi, lepiej spokojnie dopytać: „Co dokładnie masz na myśli?”. Często za hasłem „nie chcę bierzmowania” kryje się:

  • lęk przed wystąpieniem publicznym (procesja, odpowiedzi, ubiór),
  • poczucie hipokryzji („jak mam przyjmować sakrament, skoro prawie nie wierzę?”),
  • zmęczenie nadmiarem wymagań („szkoła, zajęcia, a jeszcze to”),
  • konflikt z konkretnym księdzem lub katechetą.

Pierwszym krokiem nie jest więc decyzja „idzie albo nie idzie”, tylko próba zrozumienia, co właściwie dziecko odrzuca. I dopiero na tej podstawie szukanie rozwiązań – czasem bardzo praktycznych, jak rozmowa z odpowiedzialnym księdzem, czasem głębszych, dotyczących samej wiary.

Czy zmuszać do bierzmowania? Trudne pytanie rodzica

Rodzice często wahają się między dwoma skrajnościami. Z jednej strony: „Masz iść, koniec dyskusji, jak dorośniesz, to sobie będziesz decydował”. Z drugiej: „Skoro nie wierzysz, nie będziemy cię zmuszać, rób jak chcesz”. Obie wersje mają swoje pułapki.

Całkowite przymuszenie – bez rozmowy i bez uwzględnienia stanu serca dziecka – rodzi bunt i poczucie, że sakrament to formalność podobna do egzaminu w szkole. Z kolei pełne wycofanie się rodzica bywa odczytane przez nastolatka jako „rodzicom jednak nie zależy, wszystko im jedno” albo jako przyzwolenie na to, by unikać każdej trudniejszej decyzji.

Pomocne bywa spokojne postawienie sprawy w kilku krokach:

  1. Wyrażenie własnego zdania: „Dla mnie wiara i bierzmowanie są ważne. Chciałbym, żebyś przeszedł przez ten etap, nawet jeśli masz wątpliwości”.
  2. Uznanie wolności dziecka: „Nie jestem w stanie zmusić cię do wiary. Mogę cię jednak prosić, żebyś uczciwie spróbował przejść ten czas przygotowania”.
  3. Ustalenie minimum: np. „Zależy mi, żebyś chodził na spotkania i Mszę w tym roku. Nie każę ci udawać, że masz super wiarę, ale proszę, żebyś dał temu szansę”.
  4. Otwarte drzwi: „Jeśli po tym czasie nadal będziesz przekonany, że nie chcesz bierzmowania, będziemy szukać dalszych rozwiązań razem z księdzem”.

Taka postawa łączy jasny sygnał, że rodzic się troszczy, ze świadomością, że sumienie dziecka jest ostatecznie jego własną przestrzenią. Nawet jeśli nie uda się wypracować idealnej zgody, nastolatek widzi, że nikt nie próbuje „przejechać po nim walcem”.

Gdy wiara rodzica też jest słaba

Niektórzy rodzice szczerze przyznają: „Sam rzadko się modlę, do kościoła chodzę od święta, a teraz mam wymagać od dziecka?”. Taka uczciwość jest dużo lepszym punktem wyjścia niż udawanie, że „wszystko jest w porządku”.

Można o tym porozmawiać z nastolatkiem bardziej tak niż moralizatorsko:

„Wiesz, ja też nie mam poukładanej wiary. Czasem chodzę do kościoła bardziej z przyzwyczajenia niż z przekonania. Ale nie chcę, żebyś miał mniej szans niż ja. Dlatego zależy mi, żebyś został przygotowany do bierzmowania. Może ty podejdziesz do tego dojrzalej niż ja w twoim wieku”.

Taka szczerość nie obniża autorytetu, o ile rodzic nie zrzuca na dziecko całej odpowiedzialności („to ty się miej już dobrą wiarę, bo ja nie dałem rady”). Tworzy raczej przestrzeń, w której wiara przestaje być „testem z pobożności”, a staje się wspólną drogą – czasem krętą, czasem wymagającą.

Codzienność przygotowań: jak nie zwariować z indeksami i terminami

Oprócz pytań duchowych jest druga strona medalu: bardzo praktyczna logistyka. Spotkania, rekolekcje, podpisy, pieczątki, dodatkowe Msze – wielu rodziców przyznaje, że czuje się chwilami jak sekretarz osobisty nastolatka. A że nie każdy marzył o tym zawodzie, rodzi to napięcie.

Podział odpowiedzialności: co robi rodzic, co nastolatek

Dobrze jest od początku jasno ustalić, że to dziecko przygotowuje się do bierzmowania, a nie rodzic za dziecko. W praktyce może to wyglądać tak:

  • to nastolatek pilnuje indeksu, terminów spotkań i podpisów,
  • rodzic wspiera w planowaniu (np. pomaga przepisać ważne daty do kalendarza domowego),
  • w razie nieobecności to dziecko samo tłumaczy się księdzu czy animatorowi (rodzic może pomóc wcześniej ułożyć słowa, ale nie wyręcza),
  • rodzic włącza się tam, gdzie rzeczywiście jest potrzebny – np. w organizację dojazdu na rekolekcje, rozmowę z duszpasterzem przy większych trudnościach.

Może się zdarzyć, że indeks zniknie w tajemniczych okolicznościach (zwykle „sam się zgubił”). Zamiast od razu robić wykład o odpowiedzialności, lepiej spokojnie omówić, co można teraz zrobić: czy da się odtworzyć podpisy, czy trzeba wyrobić nowy, jak sam kandydat może wyjaśnić sytuację księdzu. Nie jest to przyjemne doświadczenie, ale bywa ważną lekcją dorosłości.

Jak reagować na „zapomniałem” i „nie zdążyłem”

Rok przygotowań to sporo okazji do drobnych potknięć. Czasem dziecko po prostu zapomina o spotkaniu albo wychodzi z domu za późno. Zamiast natychmiastowego: „Bo ty zawsze…” można podejść do tego jak do treningu odpowiedzialności.

Kilka pytań, które pomagają zamiast dodatkowo frustrować:

  • „Co poszło nie tak? Gdzie był moment, w którym mogłeś inaczej zaplanować czas?”
  • „Jak możemy następnym razem temu zapobiec? Ustawienie przypomnienia w telefonie, dopisanie w kalendarzu?”
  • „Czy i jak chcesz wyjaśnić to księdzu? Mogę cię wesprzeć, ale rozmowę poprowadzisz ty”.

Takie podejście nie usuwa konsekwencji (jeśli regulamin przewiduje uzupełnienie spotkania, trzeba je uzupełnić), ale pokazuje, że błędy nie kończą świata. Buduje też w dziecku poczucie, że nie musi się chować z problemami przed rodzicami.

Rola świadka bierzmowania: kogo wybrać i jak o tym rozmawiać

W pewnym momencie przygotowań pojawia się temat świadków. Dla wielu rodzin to zaskakująco ważny, a czasem nawet delikatny etap. Babcia już widzi w tej roli ukochaną ciocię, tata proponuje swojego brata, nastolatek myśli o starszym koledze z oazy – i nagle okazuje się, że mamy trzy różne wizje jednego sakramentu.

Kryteria dojrzałego wyboru świadka

Świadek bierzmowania to nie tylko osoba „z rodziny, którą wypada wziąć”, ale ktoś, kto ma towarzyszyć młodemu człowiekowi w dojrzewaniu w wierze. W codzienności wygląda to różnie – raz bardziej intensywnie, raz symbolicznie – ale punkt wyjścia ma znaczenie.

Warto omówić z nastolatkiem kilka prostych kryteriów:

  • żyje wiarą – nie chodzi o ideał, ale o kogoś, kto rzeczywiście praktykuje i nie wstydzi się swojej relacji z Bogiem,
  • jest dostępny – możliwy kontakt, choćby telefoniczny, a nie osoba z innego kontynentu widywana raz na dekadę,
  • budzi zaufanie – kandydat nie boi się porozmawiać z nim o trudnych sprawach,
  • staje po stronie dobra dziecka – nie będzie namawiać do zachowań sprzecznych z tym, czego uczy rodzina i Kościół.

Dobrze, jeśli rodzic nie narzuca od razu gotowego nazwiska, tylko pyta: „Kto dla ciebie jest takim człowiekiem wiary? Z kim chciałbyś mieć kontakt, gdy będzie ci trudno?”. Oczywiście czasem trzeba skorygować wybór ze względów formalnych (np. stan sakramentalny), ale pierwszy głos warto zostawić dziecku.

Gdy wybór świadka staje się polem rodzinnej bitwy

Bywa, że temat świadka uruchamia dawne napięcia rodzinne. Jedna strona rodziny „czekała” na tę rolę, druga czuje się pominięta, a nastolatek stoi między młotem a kowadłem. To moment, w którym rodzic może pokazać, że sacrament jest ważniejszy niż rodzinne polityki.

Można wtedy jasno powiedzieć dorosłym krewnym:

„Chcemy, żeby świadkiem była osoba, która naprawdę pomoże naszemu dziecku w wierze. Bardzo cenimy waszą obecność, ale decyzję podejmujemy pod kątem duchowym, nie grzecznościowym”.

Nie zawsze przyjmą to z entuzjazmem, ale nastolatek zobaczy, że jego dobro jest stawiane wyżej niż to, „co ludzie powiedzą”. Dla wielu młodych to pierwsze doświadczenie, że dorośli potrafią wziąć na siebie ciężar niepopularnej decyzji.

Mężczyzna klęczy do spowiedzi przed księdzem w kościele
Źródło: Pexels | Autor: Thirdman

Dom jako pierwszy „katechezał”: małe rytuały, które pomagają

Parafia organizuje spotkania i sakramenty, ale zasadnicza część życia duchowego dzieje się między czterema ścianami. Nie chodzi o to, by zamienić dom w mały klasztor, tylko by wiara była naturalnym elementem codzienności, a nie jedynie „tematem na niedzielę”.

Proste praktyki, które nie brzmią jak „obowiązek extra”

Nie każdy nastolatek zareaguje entuzjazmem na propozycję codziennego różańca. Można jednak wprowadzać mniejsze, realne kroki:

  • krótką modlitwę przed posiłkiem – nawet jedno zdanie wdzięczności, wypowiadane normalnym głosem, a nie jak kara,
  • zaproszenie: „Idę w niedzielę na Mszę o 11. Chcesz iść ze mną? Jak nie ta godzina, to poszukamy innej” – zamiast rozkazu od drzwi,
  • krótką modlitwę przed ważnym wydarzeniem dziecka (egzamin, rozmowa): „Pomódlmy się chwilę, żebyś miał spokój serca”,
  • od czasu do czasu wspólne obejrzenie filmu z wątkiem wiary i rozmowa po nim – bez przesłuchań w stylu „co z tego zrozumiałeś?”.

Kiedy takie drobiazgi pojawiają się regularnie, sygnał jest jasny: wiara to nie tylko „projekt bierzmowanie”, ale coś, co wplata się w zwykłe życie. I tak, nastolatek może czasem przewrócić oczami – ale pamięć tych małych gestów zostaje z nim na długo.

Rozmowy o sprawach trudnych: cierpienie, niesprawiedliwość, Kościół

Przygotowanie do bierzmowania często wyciąga na wierzch pytania, których dorośli sami się boją:

  • „Dlaczego Bóg dopuszcza choroby i wojny?”
  • „Dlaczego w Kościele zdarzają się skandale?”
  • „Czemu mam ufać księżom, skoro tyle złego o nich słychać?”

Rodzic nie musi mieć na wszystko odpowiedzi. Może wręcz otwarcie przyznać: „Nie wiem, jak to do końca wytłumaczyć. Sam się z tym zmagam”. Ważne, by nie uciekać w slogany typu: „Tak musi być”, „Nie nam to oceniać”, „Nie wnikaj”. Młody człowiek raczej poczuje się wtedy zignorowany niż uspokojony.

Pomóc może kilka prostych kroków:

  • przyznać, że temat jest poważny i trudny,
  • powiedzieć, jak ja sam sobie z nim radzę („Ja staram się patrzeć na Jezusa, a nie tylko na ludzi w Kościele”),
  • poszukać razem sensownych materiałów – książki, konferencje, filmy, które odpowiadają na te pytania bez infantylizowania,
  • jeśli potrzeba – zachęcić do rozmowy z osobą duchowną lub kimś zaufanym z większym doświadczeniem wiary.

Najgorszą opcją jest udawanie, że pytań nie ma. To trochę jak z pęknięciem w ścianie – można je zamalować, ale ono nie znika. Otwarte podejście nie rozwiązuje wszystkich wątpliwości od ręki, ale uczy młodego, że z trudnymi tematami nie trzeba zostać samemu.

Między duchowością a psychologią: co jest „kryzysem wiary”, a co zwykłym dorastaniem

Rodzic praktykujący wiarę bywa mocno poruszony, gdy dziecko zaczyna kwestionować wszystko po kolei: istnienie Boga, sens modlitwy, nauczanie Kościoła. W głowie odpala się alarm: „Kryzys wiary!”. Tymczasem część tych pytań jest po prostu zdrowym objawem dorastania.

Sygnaly dojrzewania, nie odchodzenia

Kiedy nastolatek:

  • nie chce już modlitwy „z pacierza dla dzieci”,
  • Gdy pytania są znakiem, że wiara „zdejmuje dziecięce buty”

  • nie chce już modlitwy „z pacierza dla dzieci”,
  • pyta: „Skąd mamy pewność, że Bóg istnieje?”,
  • irytuje się na hasło: „Bo tak Kościół naucza”,
  • zaczyna porównywać religię z innymi światopoglądami, które słyszy w szkole czy w internecie,

to często nie jest żaden bunt przeciw Bogu, tylko próba sprawdzenia, czy to, w co wierzył jako dziecko, „wytrzyma” zderzenie z jego coraz dojrzalszym myśleniem. Głowa pracuje na innych obrotach, więc i „dziecinna wiara” przestaje wystarczać.

Rodzic może wtedy delikatnie zmienić sposób mówienia o Bogu: mniej nakazów, więcej argumentów; mniej: „Musisz wierzyć”, więcej: „Ja wierzę, bo…”. Dla nastolatka to wielka różnica, czy słyszy wykład, czy świadectwo.

Gdy niepokój jest większy: możliwe sygnały głębszego kryzysu

Zdarza się jednak, że za hasłem „Nie wierzę” kryje się coś poważniejszego niż tylko intelektualna ciekawość. Wypada wtedy uważniej się przyjrzeć, zwłaszcza jeśli pojawia się kilka z tych znaków naraz:

  • ciągłe zniechęcenie, smutek, rezygnacja („To i tak nie ma sensu” – nie tylko o wierze, ale o życiu w ogóle),
  • silny wstyd lub poczucie winy („Bóg na pewno nie może mnie kochać po tym, co zrobiłem”),
  • gwałtowna wrogość wobec wszystkiego, co kościelne, po jakimś konkretnym doświadczeniu (np. konflikt z księdzem, rówieśnikami z grupy, rana w rodzinie),
  • zamykanie się w sobie, izolowanie od rówieśników, wycofanie z zajęć, które wcześniej cieszyły,
  • pojawienie się myśli rezygnacyjnych: „Po co to wszystko?”, „Lepiej, żeby mnie nie było”.

Tutaj już nie chodzi tylko o dyskusję teologiczną, ale o stan serca. Zamiast przekonywać: „Nie przesadzaj, inni mają gorzej”, lepiej spokojnie dopytać, co dokładnie tak boli. Jeżeli obraz Boga miesza się z doświadczeniem krzywdy („Bóg pozwolił, żeby tata odszedł”, „Kościół mnie zawiódł”), sama rozmowa o dogmatach nie wystarczy.

W takich sytuacjach dobrym krokiem bywa spotkanie z kimś, kto łączy perspektywę wiary i psychologii – zaufanym duszpasterzem, psychologiem, poradnią rodzinną. I nie jest to „porzucenie wiary na rzecz psychologii”, tylko zadbanie o człowieka, któremu ta wiara ma służyć.

Jak rozmawiać, gdy dziecko mówi: „Nie chcę iść do bierzmowania”

To zdanie potrafi zmrozić powietrze przy obiedzie. Rodzic często słyszy je jak osobistą porażkę: „Czyli całe nasze wychowanie na nic?”. Emocje rodzica są zrozumiałe, ale pomagają dopiero wtedy, gdy opadną.

Zanim pojawią się groźby i szantaż emocjonalny („Babcia się załamie”, „Zawiedziesz nas wszystkich”), lepiej zadać kilka spokojnych pytań:

  • „Od kiedy tak czujesz? Był jakiś konkretny moment, po którym zaczęło ci się to nie podobać?”
  • „Co dla ciebie znaczy pójście do bierzmowania? Z czym ci się to kojarzy?”
  • „Czego się boisz w związku z tym sakramentem lub przygotowaniem?”
  • „Gdybyś mógł coś zmienić w tym, jak wygląda przygotowanie, co by to było?”

Czasem wychodzi na jaw, że za „Nie chcę” stoi bardzo przyziemna rzecz: konflikt w grupie, nieporozumienie z księdzem, wstyd przed wystąpieniem publicznym czy lęk, że „wszyscy będą patrzeć”. Gdy nazywa się prawdziwy problem, łatwiej szukać rozwiązań niż walczyć z ogólnym „niebo mi się wali na głowę”.

Rodzic ma prawo powiedzieć też o swojej perspektywie: „Dla mnie wiara jest ważna, dlatego zależy mi, żebyś przyjął bierzmowanie. Ale jeszcze ważniejsze jest, żebyś nie zrobił tego na pokaz”. Taka szczerość bywa o wiele skuteczniejsza niż szantaż: „Jak nie pójdziesz, to…”.

Kiedy i jak włączać w rozmowę księdza lub katechetę

Bywają sytuacje, w których sam dialog domowy to za mało. Zamiast wysyłać dziecko „na dywanik” do księdza, lepiej zaproponować wspólne spotkanie:

„Widzę, że masz sporo wątpliwości. Może umówimy się razem z księdzem odpowiedzialnym za przygotowanie i porozmawiamy? Ty też będziesz mógł zadać swoje pytania”.

Podczas takiej rozmowy rodzic nie musi zabierać głosu przez większość czasu. Jego obecność daje młodemu sygnał: „Nie zostawiam cię samego z trudnymi sprawami, ale też pozwalam ci mówić za siebie”. Jeśli dziecko nie chce, by rodzic był przy rozmowie, można zaproponować kompromis: rodzic poczeka obok i wróci na końcówkę, by wspólnie omówić ustalenia.

Jeśli relacja z katechetą w szkole jest dobra, on także może być sprzymierzeńcem – nie w roli „donosiciela do proboszcza”, tylko kogoś, kto zna dziecko od innej strony i może pomóc nazwać to, co się w nim dzieje.

Współpraca z parafią: jak mądrze „dogadać się” z systemem

Parafialne przygotowanie do bierzmowania często bywa połączeniem wartościowych treści, dobrej woli i – delikatnie mówiąc – organizacyjnego chaosu. Zamiast żyć w ciągłej irytacji na maile z parafii i kolejki po podpis do indeksu, rodzic może potraktować tę sytuację jak przestrzeń współpracy, a nie tylko narzekania.

Jak rozmawiać z duszpasterzem o trudnościach dziecka

Jeżeli widzisz, że twoje dziecko naprawdę się stara, a mimo to przygotowanie idzie jak po grudzie, warto skontaktować się z osobą prowadzącą – najlepiej w spokojnym momencie, a nie w drzwiach kościoła między jedną Mszą a drugą.

Kilka zasad, które zwykle ułatwiają taką rozmowę:

  • mów o faktach, nie oskarżeniach („Syn ma duży lęk przed wystąpieniami, dlatego spowiada się rzadziej, bo boi się długiej kolejki i pośpiechu”, zamiast: „Ksiądz robi za duże wymagania”),
  • zaznacz, że chcesz współpracować („Jak możemy wspólnie pomóc, żeby on przeszedł ten czas sensownie?”),
  • opisz mocne strony dziecka (np. „Jest sumienny w modlitwie, ale ma trudność z odnalezieniem się w dużej grupie”),
  • poproś o konkret („Czy może być dopuszczony w taki sposób, by…?”, „Czy możemy znaleźć inną formę jednego z wymagań?”).

Duszpasterz, który widzi za „kandydatem do bierzmowania” realną osobę, zwykle łatwiej szuka indywidualnych rozwiązań – choćby minimalnie innych niż ogólny schemat. Cudu nie zawsze da się wynegocjować, ale sam ton rozmowy wiele zmienia.

Kiedy wymogi parafii wydają się przesadą

Zdarzają się parafie, w których wymagań jest tak dużo, że przygotowanie zaczyna przypominać tor przeszkód: pięć różańców, dziesięć nabożeństw, wolontariat, dzienniczek rekolekcji i jeszcze test na koniec. Rodzic bywa wtedy rozdarty: z jednej strony lojalność wobec Kościoła, z drugiej – poczucie, że coś tu nie gra.

Zamiast od razu wchodzić w tryb „bunt przeciw systemowi” albo „zaciskamy zęby i nic nie mówimy”, można:

  • porozmawiać z innymi rodzicami – spokojnie sprawdzić, jak oni sobie z tym radzą,
  • poszukać realnych sposobów odciążenia dziecka (np. wspólna organizacja dojazdów, dzielenie się notatkami z konferencji),
  • w szacunku, ale i szczerze, przekazać duszpasterzowi informację zwrotną: „Przy tych wymaganiach większość energii naszego syna idzie na zbieranie podpisów, a brakuje mu czasu na osobistą modlitwę czy rozmowę o wierze”.

Nie zawsze to coś zmieni, ale jest szansą, że ktoś po drugiej stronie też zobaczy, że „więcej” nie zawsze znaczy „głębiej”. A dziecko uczy się, że można w Kościele mówić uczciwie, nie tylko przytakiwać.

Zaangażowanie rodzica w parafii: pomoc czy przeszkoda?

Rodzic zaangażowany w życie parafii bywa dla nastolatka błogosławieństwem… albo powodem do lekkiej alergii. „Znowu mama gada z księdzem”, „Tata ciągle na tej radzie parafialnej”. Nie trzeba od razu rezygnować z aktywności, ale warto pilnować kilku granic.

Po pierwsze, dobrze jest ustalić z dzieckiem, jak bardzo ma się mieszać w jego przygotowanie. Można zapytać wprost:

„Jestem w tej parafii dosyć widoczny. Czy są sytuacje, w których wolisz, żebym się wycofał i dał ci przestrzeń?”.

Po drugie, warto nie wykorzystywać swoich kontaktów, by „załatwiać” dziecku ulgę od wszystkiego („Przymknijcie oko na jego nieobecności, przecież ja pomagam przy festynie”). Taki komunikat uczy, że Kościół też można „ograć układzikami”, a nie o taki obraz chodzi.

Z drugiej strony, jeśli widzisz, że w parafii brakuje rąk do pracy z młodzieżą, twoje zaangażowanie może być realnym wsparciem – przy organizacji wyjazdów, ogniska integracyjnego, wieczoru uwielbienia. Im więcej sensownych dorosłych wokół młodych, tym większa szansa, że ktoś trafi do serca twojego dziecka innym językiem niż ty.

Wsparcie emocjonalne w „gorącym okresie” sakramentu

Ostatnie tygodnie przed bierzmowaniem to zwykle mieszanka napięcia, ekscytacji i zmęczenia. Szkoła żyje swoimi sprawdzianami, parafia – próbami liturgicznymi i spowiedzią generalną, a w domu ktoś jeszcze wpada na pomysł rodzinnej uroczystości dla całego klanu.

Jak nie dorzucić dziecku dodatkowego stresu

Najprostsza rzecz, którą rodzic może zrobić, to upewnić się, że planowany rozmach uroczystości nie przerasta młodego. Czasem skromniejszy obiad w gronie najbliższych bywa dla nastolatka dużo bardziej komfortowy niż wielka feta z kamerzystą i toastami (które, jak wiadomo, „muszą być, bo to tak jak komunia”).

Można zapytać dziecko:

  • „Na czym najbardziej ci zależy tego dnia?”
  • „Kogo naprawdę chcesz zaprosić?”
  • „Co by cię tego dnia najbardziej stresowało?”

Nie chodzi o oddanie całej logistyki w ręce piętnastolatka, ale o wzięcie pod uwagę jego granic. Jeśli najbardziej boi się oficjalnych przemówień, nie trzeba mu robić niespodzianki w stylu „A teraz wnuczek podziękuje wszystkim gościom”.

Rozmowa o spowiedzi przed bierzmowaniem

Spowiedź „przed sakramentem” bywa dla nastolatków jednym z najbardziej stresujących momentów. Pojawia się lęk, że „trzeba powiedzieć wszystko”, że ksiądz „będzie oceniał”, że sakrament wymaga jakiegoś idealnego stanu, którego młody człowiek nie ma.

Kilka rzeczy można z nim spokojnie omówić:

  • spowiedź nie jest egzaminem, na którym trzeba „zdać” z katalogu grzechów; chodzi o szczerą rozmowę z Bogiem, choćby najprostszymi słowami,
  • nie trzeba opowiadać całej historii życia – wystarczy nazwać, co w sumieniu uwiera, bez wchodzenia w szczegóły, które tylko zawstydzają,
  • jeśli ma złe doświadczenie poprzedniej spowiedzi, można poszukać innego spowiednika (może z innej parafii, wspólnoty, rekolekcji),
  • przygotowanie do spowiedzi nie musi polegać na przepisywaniu strony z rachunkiem sumienia – może to być krótki, szczery dialog z Bogiem: „Co w moim życiu nie gra, co chciałbym zmienić? Co mnie najbardziej oddala od ludzi?”.

Rodzic nie powinien wypytywać o szczegóły („I co powiedziałeś księdzu?”), ale może zapytać o ogólne wrażenie: „Jak się z tym czujesz?”, „Ulgę czułeś czy raczej ciężar?”. Jeśli spowiedź była trudna, sam fakt, że dziecko może o tym powiedzieć bez lęku przed oceną, już jest wsparciem.

Gdy emocje wybuchają „dzień przed”

Przed samym bierzmowaniem napięcie czasem znajduje ujście w drobiazgach: awantura o koszulę, kłótnia o godzinę wyjścia, łzy z powodu fryzury. To niekoniecznie znak, że dziecko „robi sceny”, tylko że nie ma już zasobów, by spokojnie radzić sobie z oczekiwaniami wszystkich wokół.

Zamiast odpowiadać kolejną dawką nerwów („Tyle dla ciebie robimy, a ty jeszcze marudzisz!”), można zrobić krok w tył i nazwać to, co się dzieje:

„Widzę, że jesteś bardzo spięty. Ja też. Może zrobimy chwilę przerwy i wrócimy do tego za pół godziny?”.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Jak wytłumaczyć dziecku sens bierzmowania w prostych słowach?

Można powiedzieć nastolatkowi, że bierzmowanie to moment, w którym świadomie mówi Bogu „tak” na dalszą drogę. Nie chodzi o „zaliczenie sakramentu”, tylko o prośbę: „Boże, pomóż mi w dorosłym życiu, w decyzjach, w relacjach, w tym wszystkim, co przede mną”. To bardziej zaproszenie do współpracy niż religijny egzamin.

Dobrze odnieść się do jego świata: szkoły, przyjaźni, stresu, lęku przed przyszłością. Można zapytać: „W jakich sytuacjach najbardziej potrzebujesz wsparcia?” i dopiero wtedy dopowiedzieć, że bierzmowanie jest sakramentem właśnie na takie momenty, kiedy samemu jest ciężko udźwignąć życie.

Co robić, gdy nastolatek nie chce chodzić na spotkania do bierzmowania?

Najpierw potrzeba spokojnej rozmowy, a nie wykładu. Zamiast: „Bo musisz!”, lepiej zapytać: „Co cię w tym najbardziej zniechęca?”. Czasem chodzi o nudę, czasem o grupę, czasem o konkretnego księdza. Gdy nazwie powód, łatwiej szukać rozwiązań, np. zmiana grupy, wspólne dojście, rozmowa z katechetą.

Dobrze jest też jasno postawić granice: bierzmowanie to dobrowolny sakrament, ale jeśli się na nie decyduje, to wiąże się to z pewnymi wymaganiami. Można powiedzieć: „Szanuję, że masz wątpliwości. Porozmawiajmy o nich, ale jeśli chcesz przystąpić do bierzmowania w tym roku, częścią tej decyzji są spotkania w parafii”.

Czy wątpliwości nastolatka dotyczące wiary oznaczają, że wychowanie religijne się nie udało?

Nie. Pytania typu „skąd wiadomo, że Bóg istnieje?” czy „po co chodzić do Kościoła?” to naturalna część dojrzewania. Dziecko przestaje powtarzać to, co słyszało, i zaczyna myśleć samodzielnie. To raczej krok w stronę osobistej wiary niż dowód porażki wychowawczej.

Zamiast się obrażać, lepiej wejść w dialog: „Też kiedyś o to pytałem”, „Zastanawiałem się nad tym, kiedy byłem w twoim wieku”. Jeśli rodzic przyzna, że sam szukał i szuka odpowiedzi, nastolatek widzi, że wiara nie jest zbiorem gotowców, tylko drogą, na której jest miejsce na myślenie.

Jak reagować, gdy dziecko mówi: „Wiara jest bez sensu, nie idę do kościoła”?

Dobrze najpierw „zdjąć” z tego atak personalny. Zamiast natychmiastowej kontrreakcji („Jak możesz tak mówić?!”), warto dopytać: „Co dokładnie dla ciebie jest bez sensu?”. Często okazuje się, że bunt jest przeciwko nudzie, formie Mszy, stylowi kazania albo poczuciu przymusu, a nie przeciwko samemu Bogu.

Można nazwać emocje: „Widzę, że jesteś wkurzony, gdy ci o tym przypominam”. Taki komunikat obniża temperaturę sporu. Potem przychodzi czas na jasne stanowisko rodzica („Dla mnie Eucharystia jest ważna, dlatego proszę cię o udział przynajmniej w czasie przygotowania”), ale bez krzyku i ironii. Mniej teatralnych dramatów, więcej spokojnego tłumaczenia – to zwykle działa lepiej niż kazanie z kuchni.

Jak rodzic może wspierać przygotowanie do bierzmowania poza „odhaczaniem” wymagań?

Najskuteczniejsze są zwyczajne, powtarzalne drobiazgi: krótkie rozmowy po spotkaniach, wspólny udział we Mszy, czasem wspólna spowiedź, świadectwo własnej modlitwy. Dobrze zadać kilka prostych pytań: „Co cię dzisiaj zaciekawiło?”, „Co cię zirytowało?”, „Z czym wychodzisz po tych rekolekcjach?” – i pozwolić dziecku mówić.

Przygotowanie do bierzmowania dzieje się przede wszystkim w domu: w tym, jak rodzice mówią o Kościele, jak traktują innych ludzi, jak reagują na trudności. Jeśli nastolatek widzi zgodność między słowami a życiem, łatwiej uwierzy, że wiara ma sens także poza murami kościoła.

Czym różni się „zaliczenie bierzmowania” od prawdziwego przeżycia sakramentu?

„Zaliczenie” to sytuacja, gdy liczy się jedynie spełnienie formalnych wymogów: obecność na spotkaniach, podpisy w indeksie, spowiedź „bo trzeba”. Po uroczystości wszystko wraca do starego, a sakrament jest tylko pamiątkowym zdjęciem w ramce.

Głębsze przeżycie bierzmowania zaczyna się wtedy, gdy młody człowiek ma przestrzeń, by pytać, wątpić, opowiadać o swoich doświadczeniach. Rodzic może temu towarzyszyć pytaniami o osobistą relację z Bogiem: „Czy modlisz się czasem własnymi słowami?”, „Kiedy ostatnio czułeś, że Bóg jest ci jakoś bliski?”. To nie jest „test z wiary”, ale zaproszenie do rozmowy o tym, co w sakramencie ma się realnie wydarzyć.

Jak poradzić sobie ze stresem rodzica związanym z dokumentami, wymaganiami i organizacją bierzmowania?

Dobrym początkiem jest spokojne zapoznanie się z planem parafii: terminami spotkań, wymaganymi dokumentami, zasadami dotyczącymi świadka. Warto wszystko spisać w jednym miejscu (kalendarz, aplikacja) i ustalić z dzieckiem, że organizacja to wasze wspólne zadanie, a nie wyłącznie obowiązek rodzica albo tylko nastolatka.

Jeśli coś jest niejasne, lepiej od razu zapytać w kancelarii lub u katechety niż denerwować się pół roku. Czasem prosta rozmowa z księdzem rozwiewa większość obaw. I jeszcze jedno: własne negatywne wspomnienia z czasów „twojego” bierzmowania dobrze zostawić raczej jako przestrogę, a nie scenariusz, który musi się powtórzyć u dziecka.

Najważniejsze wnioski

  • Bierzmowanie nie jest „religijną osiemnastką” do zaliczenia, lecz momentem umocnienia w wierze i świadomego wejścia w dorosłość z Bogiem – ma mieć realny związek ze szkołą, relacjami, wyborami moralnymi nastolatka.
  • Dla młodych kluczowe jest szukanie sensu i spójności: obserwują, czy dorośli (w tym rodzice i księża) żyją tym, co głoszą; widoczna sprzeczność szybko rodzi sceptycyzm, ale sam krytycyzm jest naturalnym etapem dojrzewania wiary.
  • Rodzice przeżywają jednocześnie lęk („żeby nie odszedł z Kościoła”) i nadzieję na dojrzalszą wiarę dziecka, a do tego dochodzi stres organizacyjny – jeśli dorosły nie uświadomi sobie własnych emocji, łatwo niechcący dokłada napięcia całej rodzinie.
  • „Zaliczenie sakramentu” (podpisy, obecności, spowiedź „bo trzeba”) nie prowadzi do osobistej relacji z Bogiem; kluczowe są domowe rozmowy o tym, co młody przeżywa, oraz styl życia rodziców, który pokazuje, że wiara jest źródłem siły, a nie tylko obowiązkiem.
  • Okres przygotowania do bierzmowania zbiega się z silnym rozwojem psychicznym: nastolatek myśli bardziej abstrakcyjnie, szuka autonomii i mocno liczy się z opinią rówieśników, więc przestaje przyjmować wiarę „z automatu” – to trudne dla rodzica, ale konieczne dla osobistej, a nie tylko „odziedziczonej” wiary.
Poprzedni artykułDomowe rekolekcje wielkopostne: plan modlitwy na 7 dni dla rodzin ze Świebodzina i okolic
Paulina Tomaszewski
Pedagog i doradca rodzinny, od lat zaangażowana w ruchy formacyjne w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Specjalizuje się w tematyce wychowania w wierze, komunikacji w rodzinie i budowania domowego Kościoła. Na blogu tworzy poradniki dla rodziców i małżeństw, łącząc wiedzę psychologiczną z nauczaniem Kościoła. Zanim opublikuje tekst, konsultuje go z praktykami – nauczycielami, katechetami i duszpasterzami rodzin – oraz testuje proponowane rozwiązania w realnych sytuacjach. Dzięki temu jej artykuły są zakorzenione w codzienności rodzin ze Świebodzina i okolic.