Detal polichromii sakralnej na ścianie zabytkowego kościoła
Źródło: Pexels | Autor: Magda Ehlers
1/5 - (1 vote)

Nawigacja po artykule:

Po co w ogóle patrzeć na ściany? Sens polichromii w świątyniach

Osoba wchodząca do kościoła w Świebodzinie czy w małej lubuskiej wsi często od razu kieruje wzrok na ołtarz, ewentualnie na efektowne witraże. Tymczasem to, co dzieje się na ścianach, bywa bardziej wielowątkowe niż cały wystrój ołtarzowy. Polichromie kościelne Lubuskie – pozornie „tylko dekoracja” – w rzeczywistości tworzą gęstą sieć znaczeń, którą da się czytać krok po kroku, niemal jak dobrze skomponowaną książkę.

Intencja twórców była zaskakująco konkretna: poprowadzić wiernego przez historię zbawienia, katechizm, a czasem także przez lokalną historię i tożsamość wspólnoty. Kiedyś większość ludzi nie czytała tekstów – czytała ściany. Dziś sytuacja się odwróciła: czytamy książki i przewodniki, a ściany traktujemy jak tło. To odwrócenie ról sprawia, że intuicja laików wobec polichromii często zawodzi.

Polichromia jako „Biblia dla niepiśmiennych”

W średniowieczu i wczesnej nowożytności malowidła ścienne zastępowały długi tekst. Sceny biblijne, żywoty świętych, alegorie cnót i grzechów – wszystko to układano tak, by można było je „czytać” podczas liturgii lub indywidualnej modlitwy. Kapłan głosił kazanie, a wierni równocześnie patrzyli na sceny, które to kazanie ilustrowały.

Dlatego tak typowe są:

  • cykle narracyjne – np. od Zwiastowania do Zesłania Ducha Świętego, rozłożone na kilku ścianach;
  • układy symetryczne – Chrystus w centrum, po bokach apostołowie, aniołowie, prorocy;
  • sceny „przestrogi” – Sąd Ostateczny przy wejściu, personifikacje grzechów w mniej eksponowanych częściach nawy.

W praktyce oznacza to, że patrzenie na ściany bez świadomości tej funkcji przypomina czytanie książki otwartej w losowym miejscu i odwróconej do góry nogami. Można coś z niej wynieść, ale cała konstrukcja narracji pozostanie niewidoczna.

Funkcja estetyczna kontra teologiczna

Nowoczesny turysta często reaguje odruchem: „ładne” – „brzydkie”, „kolorowe” – „ponure”. Ta estetyczna skala oceny jest nowsza niż same malowidła. Dla dawnych odbiorców kluczowe były nie tyle efekty kolorystyczne, ile czytelność przekazu: rozpoznawalne sceny, właściwe atrybuty świętych, poprawne dogmatycznie ujęcia Chrystusa i Maryi.

Dlatego freski gotyckie, które współcześnie mogą wydawać się „surowe”, stanowiły bardzo klarowny zestaw znaków teologicznych. Z kolei barokowe polichromie, pełne złoconych iluzji i miękkich przejść kolorystycznych, miały wciągać emocjonalnie, ale nadal pozostawały podporządkowane treści doktrynalnej. Uderzająco „słodkie” sceny z XIX wieku bywają efektem późniejszych przemalowań, nie zawsze szczęśliwych pod względem teologicznym i artystycznym.

Jeśli więc ktoś próbuje czytać polichromie kościelne jedynie jako ładną dekorację, traci trzy czwarte informacji. Ocena „ładne/nieładne” ma sens dopiero w drugim kroku. Pierwszy brzmi: „co ta ściana próbuje mi powiedzieć?”

„Ładna dekoracja” a malowidło znaczące

Najczęstszy błąd zwiedzających: uznanie całego malarstwa ściennego za jednorodny „tapetowy” ornament. Tymczasem w wielu świątyniach – również tych w Świebodzinie i okolicach – obok motywów czysto dekoracyjnych (roślinne wici, geometryczne bordiury) pojawiają się punkty koncentracji treści: medale z postaciami, medaliony z symbolami, sceny w obramieniu, które wymagają zatrzymania.

Różnica jest subtelna, ale kluczowa:

  • ornament pokrywa powierzchnię w sposób rytmiczny, powtarzalny, bez wyraźnego początku i końca,
  • scena lub symbol ma kompozycyjny środek, postać dominującą, wyraźne obramowanie lub napis.

Przydatna zasada: jeśli coś „przerywa” regularny rytm dekoracji, prawdopodobnie niesie konkretny przekaz. To może być tarcza herbowa fundatora wpleciona w roślinną bordiurę, niewielki symbol eucharystyczny nad przejściem, czy drobna scena Męki Pańskiej wśród złoceń. Warto te „przerwania” śledzić jak słowa kluczowe w tekście.

Polichromie jako rozmówca – przykład lubuskiej świątyni

Kościoły w Świebodzinie i na ziemi lubuskiej niosą dodatkową warstwę: pamięć pogranicza. Niejednokrotnie malował je ktoś wychowany w tradycji niemieckiej, według programu ułożonego przez proboszcza z Pomorza czy Śląska, a po wojnie świątynię przejęła polska wspólnota katolicka. Zatem ściany bywają zapisem spotkania kilku kultur, języków i teologicznych akcentów.

Dlatego zamiast zadawać pytanie „czy to modne, czy ładne?”, lepiej potraktować malowidła jak rozmówcę z konkretnej epoki: Co autor chciał powiedzieć swoim parafianom? Skąd czerpał wzory? Co uznał za tak ważne, że warto to zapisać na ścianie na setki lat? Odpowiedzi na te pytania prowadzą dalej niż standardowa notka w przewodniku.

Jak powstawały polichromie? Technika, materiały i realia epoki

Fresk, secco i inne techniki – co masz właściwie przed oczami

„Fresk” bywa słowem-wytrychem używanym przy każdym malowidle ściennym. Technicznie rzecz biorąc, tylko część polichromii to freski właściwe. Rozpoznanie techniki nie jest czystą ciekawostką: wyjaśnia, dlaczego jedne malowidła przetrwały sześć wieków, a inne łuszczą się po stu latach.

Najczęstsze techniki:

  • Fresco (buon fresco) – malowanie na świeżym, wilgotnym tynku wapiennym pigmentami rozpuszczonymi w wodzie. Barwnik wiąże się chemicznie z tynkiem, stając się jego częścią. Efekt: duża trwałość, lekko matowy wygląd, głębokie, ale nie krzykliwe barwy.
  • Secco (na suchym) – malowanie na suchym, już związanym tynku, zwykle farbami z dodatkiem spoiwa (klej, kazeina, olej). Łatwiejsze technicznie, pozwala na poprawki, ale jest znacznie bardziej podatne na odspajanie.
  • Techniki mieszane – często spotykane w praktyce: zasadnicza kompozycja malowana na mokrym tynku, detale i poprawki – na suchym. Konserwatorzy muszą z tym żyć, widz – dobrze, by to rozróżniał.

W regionie lubuskim wiele kościołów gotyckich kryje pod tynkiem XV-wieczne malowidła w technice zbliżonej do fresku lub mieszaną, na które nałożono późniejsze, XIX-wieczne polichromie secco. Stąd sytuacje, gdy w jednym wnętrzu współistnieją trzy czy cztery warstwy malarskie – z różnych epok, o różnej jakości technicznej i artystycznej.

Technologia a dzisiejszy wygląd malowideł

Różnice techniczne da się dostrzec gołym okiem nawet bez specjalistycznego przygotowania, jeśli ma się pod ręką kilka prostych obserwacji:

  • Fresk – zwykle ma miękkie przejścia tonalne, powierzchnia tworzy z tynkiem jednolitą całość. Ubytki są „dziurami” w tynku, nie łuszczącą się farbą. Barwy bywają przygaszone, ale stabilne.
  • Secco – warstwa malarska może miejscami odchodzić płatami, pojawiają się spękania przypominające sieć pajęczą, a w kilku miejscach można zauważyć „podmalówki” w innym kolorze.

Wpływa to na dzisiejszy odbiór: turysta widzi świeże, intensywne XIX-wieczne barwy i sądzi, że całe wnętrze ma taką samą metrykę, podczas gdy pod spodem mogą kryć się dużo starsze, znacznie bardziej zniszczone freski. Niekiedy konserwatorzy odsłaniają małe „okienka” w tynku, by pokazać te pierwotne warstwy. Dla uważnego obserwatora to zaproszenie, by czytać kościół w przekroju, nie tylko po powierzchni.

Warstwy znaczeń: oryginał, przemalowania i „upiększenia”

W Świebodzinie i w okolicznych wsiach łatwo natknąć się na świątynie, które przechodziły kilka fal „aktualizacji” wystroju. Barokowe wnętrze przemalowane w duchu nazareńskim w XIX wieku, zestawione z dodatkami z lat 60. XX wieku – wszystko to tworzy mozaikę epok. Z punktu widzenia czytania polichromii ważne są trzy poziomy:

  • warstwa pierwotna – najczęściej gotycka lub wczesnobarokowa, związana z czasem powstania kościoła lub jego pierwszej znaczącej przebudowy,
  • przemalowania „reformacyjne” lub „potrydenckie” – wynik zmiany programu teologicznego lub gustu epoki, często przesłaniające wcześniejsze sceny inną narracją,
  • upiększenia XIX–XX wieku – dodające modne wtedy motywy, rozjaśniające kompozycje, czasem spłaszczające pierwotny przekaz do poziomu cukierkowej dekoracji.

Kontrariański wniosek: rada „zawsze szukaj najstarszej warstwy, bo ta jest najcenniejsza” nie zawsze działa. Zdarza się, że późnobarokowy program ikonograficzny jest logiczniejszy, bogatszy teologicznie i lepiej zachowany niż nikłe ślady średniowiecznych scen spod tynku. Dla zwykłego odbiorcy właśnie ten „późniejszy” poziom bywa czytelniejszy i bardziej wartościowy dydaktycznie.

Lokalny przykład: odkryte spod tynku freski w wiejskim kościele

W kilku lubuskich wsiach prace konserwatorskie z ostatnich dekad ujawniły pod białym pobiałem fragmenty gotyckich malowideł: pozostawione są zwykle w formie nieregularnych „okienek”. Zwiedzający widzi więc na jednej ścianie trzy warstwy:

  • gładką, współczesną farbę emulsyjną wokół,
  • starszą, XIX-wieczną polichromię o mocnych barwach,
  • pod „dziurą” – czerwonawe zarysy gotyckich postaci lub ornamentalnych bordiur.

Taki widok dobrze uświadamia, że polichromia to nie jeden „obraz”, ale historia zmian decyzji. Ktoś postanowił dawniej „odświeżyć” wnętrze – i w efekcie zasłonił poprzedni program. Dziś konserwator staje przed odwrotnym dylematem: czy odsłonić to, co starsze, kosztem późniejszych, też już zabytkowych warstw? Zwiedzający może tę debatę „czytać” bez znajomości dokumentów archiwalnych – wystarczy uważne oko.

Od schematu do opowieści: organizacja malowanych ścian

Oś główna, strefy wysokości i „mapa” wnętrza

Żeby nauczyć się jak czytać malowidła ścienne w kościołach, najlepiej zacząć nie od pojedynczych scen, lecz od układu całego wnętrza. Świątynia ma swoją logikę przestrzenną, a polichromia zwykle ją podkreśla:

  • prezbiterium – część najświętsza, skojarzona z ołtarzem i Eucharystią, tu trafiają motywy Chrystologiczne, Maryjne, przedstawienia Trójcy Świętej;
  • nawa – przestrzeń zgromadzenia wiernych, miejsce scen „nauczających”: kazania Chrystusa, przypowieści, żywoty świętych wzorców do naśladowania;
  • ściana zachodnia i kruchta – strefa wejścia, gdzie często pojawia się Sąd Ostateczny, sceny walki dobra ze złem, symbole chrzcielne;
  • sklepienia – „niebo” świątyni, miejsce aniołów, apoteoz, wizji apokaliptycznych.

Wysokość też ma znaczenie. W uproszczeniu: im wyżej, tym bardziej „niebiańsko” i abstrakcyjnie; im niżej, tym bliżej ziemskiej codzienności i grzeszności. Dolne partie ścian mogły kiedyś zawierać np. sceny męczeństwa, kuszenia, grzechów, które miały dotykać życia wiernych.

Jak szukać początku opowieści – układy narracyjne

Cykle biblijne w polichromiach rządzą się kilkoma powtarzalnymi regułami. Zasada „czytania od lewej do prawej” jest ważna, ale nie jedyna. Często stosowano układ „od wejścia ku ołtarzowi” – w sensie zarówno przestrzennym, jak i chronologicznym.

Typowe schematy:

  • Życie Chrystusa – rozpoczyna się zwykle scenami z dzieciństwa (Zwiastowanie, Narodzenie, Pokłon Trzech Króli) umieszczonymi bliżej wejścia do prezbiterium, a kończy scenami pasyjnymi i Zmartwychwstaniem w bezpośrednim sąsiedztwie ołtarza.
  • Cykle maryjne, święci, fundatorzy – równoległe narracje

    Ściany rzadko opowiadają tylko jedną historię. Obok cyklu chrystologicznego biegnie często równoległy wątek maryjny albo hagiograficzny. To trochę jak czytanie gazety: główny artykuł na środku, poboczne kolumny po bokach, ale wszystko dotyczy jednego tematu – zbawienia i życia Kościoła.

    Najczęstsze układy równoległe:

  • cykl maryjny – Zwiastowanie, Nawiedzenie, Narodzenie, Ofiarowanie, Zaśnięcie i Wniebowzięcie Maryi. Zwykle umieszczany bliżej ołtarza lub w kaplicy bocznej, gdzie był silny kult maryjny;
  • cykle hagiograficzne – życie jednego świętego (np. św. Mikołaja, św. Jadwigi Śląskiej), rozbite na małe sceny dookoła nawy lub wzdłuż jednego przęsła. Im bardziej „modny” lub ważny dla lokalnej wspólnoty patron, tym obszerniejsza narracja;
  • sceny „fundatorskie” – przedstawiające donatorów, herby rodowe, wota. Często nieciągłe, wplecione między inne motywy, ale za to kluczowe dla zrozumienia, kto i po co zamówił polichromie.

Popularna rada mówi: „szukaj zawsze najważniejszej sceny w centrum kompozycji”. Problem w tym, że „centrum” bywa różnie rozumiane: dla proboszcza z XIX wieku centralą jest Matka Boska Różańcowa w bocznym ołtarzu, dla gotyckiego fundatora – Chrystus w typie Majestas Domini w prezbiterium. Zamiast więc kurczowo trzymać się geometrycznego środka ściany, lepiej prześledzić oś patrzenia z ławki: co wierny widział przed sobą w czasie Mszy, co po lewej, po prawej, co nad sobą. To zwykle zdradza hierarchię tematów.

Ramy, bordiury, pasy – „interpunkcja” malowanych ścian

Polichromia rzadko jest przypadkową układanką obrazków. Rolę znaków interpunkcyjnych pełnią ramy, bordiury, pasy dekoracyjne i pola z ornamentem. Pozwalają zorientować się, gdzie kończy się jedna scena, a zaczyna następna.

Pomocne obserwacje:

  • ramy architektoniczne – malowane arkady, kolumny, baldachimy „wydzielają” sceny jak oddzielne ołtarze. To sygnał, że masz do czynienia z osobną opowieścią, nie z tłem dla większej całości;
  • pasy ornamentalne (roślinne, geometryczne) – działają jak linijki tekstu. Często oddzielają strefę „nieba” (wyżej) od scen ziemskich (niżej), albo cykl Starego Testamentu od Nowego;
  • pola z samym ornamentem – to „oddechy” między tematami. Niektóre ściany są świadomie „przerwane” tylko wzorem roślinnym, żeby oko widza miało chwilę odpoczynku.

Jeśli wnętrze wydaje się chaotyczne, zrób eksperyment: wyobraź sobie, że pasy, bordiury i ramy to linijki zeszytu, a sceny – zdania. Gdzie są „kropki”, gdzie „przecinki”, gdzie akapit? Nagle okazuje się, że malowidła, które wydawały się zbiorem niepowiązanych obrazków, tworzą dość klarowną strukturę.

Sceny „programowe” i „wypełniacze” – co naprawdę jest kluczowe

Nie każdy fragment ściany ma ten sam ciężar. Część motywów jest programowa – nośniki teologii i przesłania duszpasterskiego. Inne to wypełniacze, choć niekoniecznie gorsze artystycznie. Różnica bywa subtelna.

Motywy programowe to zwykle:

  • centralne przedstawienia Chrystusa – Ukrzyżowanie, Chrystus w chwale, Pantokrator, Chrystus Miłosierny;
  • główne sceny sakramentalne – Chrzest Chrystusa, Ostatnia Wieczerza, Zesłanie Ducha Świętego, które „komentują” liturgię odprawianą w prezbiterium;
  • sceny doktrynalnie „ostre” – Sąd Ostateczny, potępienie, czyściec, apokaliptyczne wizje, używane zwłaszcza w okresach reform i napięć religijnych.

Wypełniacze to natomiast ornamenty, pojedyncze anioły, medaliony z symbolami cnót czy narzędzi Męki Pańskiej, czasem drobne scenki obyczajowe. Nie są pozbawione znaczenia, ale ich rola jest pomocnicza – dopowiadają nastrój, ilustrują szczegóły, nie dźwigają całego programu.

Kiedy ogląda się polichromie „na szybko”, łatwo zachwycić się dekoracyjną gęstością i przegapić kilka kluczowych, często mniej efektownych scen. Antidotum jest proste: zamiast od razu szukać najładniejszych fragmentów, spróbuj zadać pytanie: Gdybym był proboszczem, który chce zrobić katechezę na ścianach, co kazałbym namalować w pierwszej kolejności, a co tylko „dodać, jeśli starczy pieniędzy”? Odpowiedź zwykle pokaże, które malowidła są rdzeniem programu.

Szczegółowe polichromie na sklepieniu zabytkowego kościoła w Demre
Źródło: Pexels | Autor: Tuğba Kobal Yılmaz

Język kolorów: symbolika barw w sztuce sakralnej

Kolor jako teologia w skrócie

W sztuce sakralnej kolor nie jest tylko kwestią gustu artysty. To skrót myślowy, który pomaga od razu ustawić postać czy scenę w odpowiedniej „ramie” znaczeniowej. W dodatku znaczenia barw nie są całkowicie stałe – zmieniają się trochę wraz z epoką i regionem. Dlatego zbyt proste „słowniki kolorów” bywają mylące.

Praktyczna zasada: zamiast traktować każdy kolor jak kod absolutny („czerwony = męczeństwo i koniec”), lepiej patrzeć na zestawienie barw, na to, kto je nosi i gdzie w świątyni się pojawiają.

Biel, czerwień, błękit – „trójka podstawowa”

W kościelnych polichromiach szczególne znaczenie mają trzy barwy, które najczęściej spotkasz na ścianach Świebodzina i ziemi lubuskiej:

  • Biel – czystość, świętość, światło, często zmartwychwstanie. Aniołowie przy grobie Chrystusa, szaty Zmartwychwstałego, niekiedy postaci dziecięce (niewinność). W baroku biel przechodzi w rozbielone kremy i złamane odcienie – sens pozostaje podobny, ale efekt jest miększy, bardziej „światłocieniowy”.
  • Czerwień – ogień miłości Bożej, ale też krew, ofiara, królewskość. Chrystus, a czasem Maryja, otrzymują czerwone elementy szat, by podkreślić godność królewską. Męczennicy noszą czerwone płaszcze lub mają tło w tej barwie. W sztuce XIX-wiecznej czerwień potrafi być bardzo intensywna, co utrudnia odczyt: łatwo pomylić motyw ofiary z czystą dekoracyjnością.
  • Błękit – niebo, kontemplacja, wierność. Tradycyjnie kojarzony z Maryją, ale w wielu polichromiach błękitne tło dostają też sceny o szczególnie „niebiańskim” charakterze: Przemienienie, adoracja Eucharystii, wizje Apokalipsy. W regionie używano zarówno ciemnych, głębokich błękitów (z droższych pigmentów), jak i prostych, szaroniebieskich tonów – nie zawsze oznacza to inną symbolikę, często po prostu inny budżet lub technikę.

Popularna rada głosi: „Maryję poznasz po niebieskim płaszczu, Chrystusa po czerwonej tunice”. W praktyce w kościołach prowincjonalnych artyści korzystali z tańszych pigmentów i powtarzali gotowe szablony. Zdarza się więc, że Matka Boża ma płaszcz bardziej zielony niż niebieski, bo barwnik z czasem zbrązowiał, a Chrystus ubrany jest w odcienie beżu czy brązu. Zamiast ślepo ufać kolorom, lepiej sprawdzić atrybuty i gesty, a kolor traktować jako pomocniczy trop.

Zieleń, złoto, czerń – barwy „dodatkowe”, ale mówiące sporo

Przy dokładniejszym oglądzie zaczną się pojawiać inne barwy, które dopowiadają sens scen:

  • Zieleń – życie, nadzieja, ale także „niedojrzałość” lub świat ziemski. Zieleń pojawia się w pejzażach, na drzewach i łąkach, ale też w szatach postaci nie w pełni jeszcze uświęconych (katechumenów, postaci ze Starego Testamentu). W malowidłach z okresu zaborów zieleń bywa przesadnie soczysta – to częściej wpływ nowych pigmentów niż świadoma „teologia chlorofilu”.
  • Złoto i żółcie – chwała, boskość, światło niewypowiedziane. W prawdziwym fresku złoto jest trudne technicznie, więc często zastępują je żółcienie. Złota aureola, złociste promienie wokół Najświętszego Sakramentu, rozjaśnione obwódki chmur – to wzmacniacze sacrum. W XIX wieku pojawia się też żółć o znaczeniu bardziej ostrzegawczym, w cieniach scen piekielnych lub przy przedstawieniach zdrady (Judasz).
  • Czerń i brunatne szarości – żałoba, grzech, nicość, zniszczenie. W gotyckich malowidłach czerń kreśli kontury piekieł, demony, otchłań. W późniejszych polichromiach brunatne tony pojawiają się jako tło dla scen Męki lub w szatach oprawców. Trzeba jednak uważać: wiele dawniej intensywnych barw brunatnieje z czasem, więc nie każdy brąz na ścianie był pierwotnie „ciemny” symbolicznie.

Przy czytaniu barw dobrze zadać sobie dwa krótkie pytania: kto nosi ten kolor? oraz z czym go zestawiono? Zieleń w sukni Maryi obok błękitu płaszcza to co innego niż zieleń w otoczeniu demonów. Czerń pod stopami świętego to znak zwycięstwa nad ciemnością; czerń nad jego głową – raczej motyw zagrożenia.

Kolor a światło: jak wnętrze „ustawia” symbolikę

Ten sam kolor wygląda inaczej w ostrym świetle południa, a inaczej w półmroku wiejskiego kościoła z małymi oknami. W polichromiach ściennych kolor pracuje zawsze razem ze światłem. Warto więc zwrócić uwagę na kilka detali praktycznych:

  • strona południowa nawy jest zwykle jaśniejsza – barwy tam położone wydają się żywsze, nawet jeśli pigment był ten sam;
  • ściana północna i okolice chóru organowego bywają bardziej przygaszone, co sprzyja umieszczaniu scen mroczniejszych tematycznie (piekło, walka dobra ze złem);
  • light-show XIX–XX wieku – w wielu kościołach dołożono elektryczne oświetlenie punktowe, często ustawione pod istniejące polichromie, by „podbić” ich kolor. To może zafałszować nasze wyczucie proporcji: scena, która wydaje się najważniejsza, bywa tylko najlepiej doświetlona.

Kontrariańska uwaga: odruch „im jaśniej, tym bardziej święte” nie zawsze działa. W średniowieczu sakralne treści potrafiono świadomie tonować mroczniejszymi barwami, by budować nastrój tajemnicy. Z kolei w epoce historyzmu dekorowano jasno i równo niemal wszystkie powierzchnie, co rozmywało hierarchię. Dlatego kolor i światło lepiej traktować jako wskazówki pomocnicze, a nie automatyczny wyznacznik „świętości stopnia pierwszego”.

Postacie na ścianach: jak rozpoznawać świętych i sceny

Aureole, nimb i korony – pierwsze filtry rozpoznawania

Najprostszym sposobem uporządkowania postaci na ścianie jest rzut oka na ich „aurę”: aureole, nimby, korony. To pierwsze filtry, które pozwalają rozróżnić, czy masz do czynienia z Chrystusem, Bogiem Ojcem, Maryją, świętym, aniołem czy jeszcze kimś innym.

  • nimb krzyżowy (aureola z wpisanym krzyżem) – zarezerwowany dla Chrystusa. Jeśli widzisz postać z takim nimbem, nawet gdy szaty lub kolory mylą, masz jasną identyfikację;
  • aureola okrągła – święci i błogosławieni. W starszych polichromiach bywa bardzo skromna, czasem tylko jako cienka linia, w XIX wieku często rozbudowana, złocista, malowana wręcz jak świetlisty dysk;
  • brak aureoli – postaci biblijne niekanonizowane, fundatorzy, zwykli ludzie, oprawcy w scenach Męki. Wyjątkiem bywają sceny z udziałem Maryi lub apostołów „przed” ich pełnią świętości – nie każdy artysta dawał im od razu aureole;
  • korony – królowie ziemscy (np. Dawid), ale też Maria jako Królowa Nieba. Jeśli widzisz koronę i aureolę jednocześnie, jesteś najpewniej w kręgu maryjnym albo obcujesz z wyobrażeniem Chrystusa Króla.

Gesty, pozy, spojrzenia – „mowa ciała” świętych

Gdy kolory i aureole już przeskanowane wzrokiem, kolejnym poziomem są gesty i układ ciała. Twórcy polichromii zakładali, że wiele osób nie przeczyta nigdy podpisów pod scenami, ale zobaczy, co postaci robią rękami i jak są ustawione wobec siebie.

  • gest błogosławieństwa – uniesiona prawa ręka, dwa lub trzy palce złączone, pozostałe zgięte. To klasyczny znak Chrystusa, czasem biskupa lub świętego kapłana. Jeśli dłoń zwrócona jest bezpośrednio w stronę wiernych (a nie tylko innych postaci w scenie), malarz wyraźnie „wychodzi” do modlących się;
  • ręce złożone do modlitwy – najprostszy znak postawy modlitewnej, ale w polichromiach ma różne odcienie. Gdy postać klęczy i ma ręce ściśnięte – to zwykle prośba lub pokuta; gdy stoi i ma dłonie lekko rozchylone – raczej spokojna adoracja;
  • ręka na piersi – pokora, skrucha, czasem wyznanie wiary. U świętych bywa gestem oddania; u widzów scen (np. żołnierz reflektujący przy krzyżu) – początkiem nawrócenia;
  • wyciągnięte ramiona – dramat, wołanie, rozpacz lub żarliwa modlitwa wstawiennicza. W scenach Męki to Matka Boża i święte niewiasty, w scenach błagalnych – święci orędownicy;
  • palec wskazujący – pokazuje kierunek: ku niebu, ku ołtarzowi, ku księdze, ku hostii. Ten drobiazg często zdradza „punkt ciężkości” całej sceny.

Popularna wskazówka mówi: „patrz tam, gdzie patrzą święci”. To działa tylko częściowo. W wielu polichromiach, zwłaszcza XIX-wiecznych, postaci mają oczy skierowane raczej „w dal” niż konkretnie w stronę hostii czy krzyża – to estetyka epoki, nie zawsze zamierzony drogowskaz. Zamiast więc ślepo śledzić spojrzenia, lepiej obserwować przecięcia linii: gdzie zbiegają się kierunki rąk, włóczni, drzew, belek krzyża. Tam zwykle ukryty jest teologiczny środek ciężkości sceny.

Atrybuty – „piktogramy” do szybkiego rozpoznawania

Drugim po aurze poziomem identyfikacji są atrybuty, czyli przedmioty i detale kojarzone z konkretnymi świętymi. W polichromiach ziemi lubuskiej często są uproszczone, ale wciąż działają jak piktogramy:

  • klucze – św. Piotr. Zwykle dwa, krzyżujące się, trzymane w ręku lub przy pasie. Jeśli klucze są większe od dłoni, malarz chciał, by nie było wątpliwości;
  • miecz – bywa zdradliwy. Może oznaczać św. Pawła (miecz Słowa Bożego i jego męczeństwa), św. Michała Archanioła (miecz przeciw smokowi) albo świętych męczenników. Rozstrzyga kontekst: smok lub demon – Michał; księga + miecz – Paweł; brak księgi i smoka – raczej inny męczennik;
  • księga lub zwój – apostoł, ewangelista, prorok. Jeśli przy księdze pojawia się zwierzę (lew, wół, orzeł, człowiek/anioł) – jesteś w zestawie czterech ewangelistów;
  • palma męczeńska – smukła gałązka palmy w dłoni, często obok narzędzia męki. To znak męczennika lub męczennicy, nawet jeśli lokalna tradycja dorzuciła im nowy atrybut, np. element stroju ludowego;
  • lilia – czystość. Najczęściej św. Józef, czasem św. Antoni Padewski albo dziewicze święte (Agnieszka, Alojzy). Gdy biała lilia sąsiaduje z narzędziem męki, chodzi zwykle o dziewicę-męczennicę.

Popularny poradnikowy skrót: „patrz na atrybut, od razu będziesz wiedzieć, kto to”. To działa w bogatych malowidłach miejskich, ale w prowincjonalnych świątyniach często oszczędzano na detalach. Miecze zlewają się z laskami, palmy z gałązkami, a księgi z ogólnymi „prostokątami w dłoni”. W takich sytuacjach lepiej przejść na poziom wyżej: czy to grupa apostołów, postaci zakonnych, czy może para patronów kościoła? Ustawienie i podpisy (czasem częściowo zachowane) mówią więcej niż nieczytelny przedmiot w ręce.

Święci „ubrani” w swoje powołanie – habit, zbroja, strój ludowy

Ubranie postaci potrafi uprościć rozpoznawanie bardziej niż atrybuty. W kościołach regionu szczególnie często pojawiają się trzy typy stroju:

  • habity zakonne – franciszkański brąz z kapturem i sznurem, dominikańska biel z czarnym płaszczem, jezuickie ciemne sutanny. Gdy widzisz grupę w jednolitych habitach wokół jednego, centralnego świętego – prawdopodobnie przedstawiono założyciela zakonu i jego duchowych synów;
  • zbroja – rycerze święci: św. Jerzy, św. Florian, św. Michał Archanioł. Rozróżnienie: smok – Jerzy, ogień – Florian, waga lub demon pod stopami – Michał. W lubuskich polichromiach św. Florian bywa dodatkowo związany z lokalnym krajobrazem (wiejska zabudowa, małe miasteczko w tle);
  • strój ludowy lub „mieszczański” – to znak, że święty ma działać jak wzorzec „nasi z naszych”. W XIX–XX wieku chętnie ubierano lokalnych patronów w stylizowane stroje regionu, nawet jeśli historycznie chodzili inaczej odziani.

Dość częsty błąd polega na tym, że każdą postać w habicie uznaje się za „jakiegoś franciszkanina”. Tymczasem artyści czasem mieszali typy: franciszkański brąz nakładano na świętych pustelników, bo tak było wygodniej malarsko, a widz i tak kojarzył brąz z ubóstwem i prostotą. Jeśli habit nie ma charakterystycznych detali (sznur z trzema węzłami, kaptur, biały szkaplerz), lepiej potraktować go jako skrót ideowy – „człowiek Kościoła, życia zakonnego lub pokuty”, a nie od razu konkretną rodzinę zakonną.

Sceny biblijne – jak odróżnić „które Zwiastowanie” od „którego Ukrzyżowania”

Wnętrza wielu kościołów nasycone są powtarzalnymi scenami: Narodzenie, Zwiastowanie, Ukrzyżowanie, Zmartwychwstanie. Na pierwszy rzut oka podobne, po chwili oglądu – mocno zróżnicowane. Kilka prostych punktów orientacyjnych pomaga nie gubić się w powtórkach:

  • Zwiastowanie – Maryja i anioł, zwykle w zamkniętym wnętrzu, z motywem księgi, kłębka wełny, dzbana lub kwiatu. Jeśli anioł ma w ręku lilię, a nad sceną pojawia się drobna gołębica – to właśnie ta scena, nawet gdy brakuje klasycznego układu „na dwa plany”;
  • Narodzenie – żłóbek lub prowizoryczne posłanie, zwierzęta (wół, osioł), św. Józef w tle, gwiazda. Problem zaczyna się, gdy polichromia przedstawia Pokłon pasterzy lub Pokłon Trzech Króli: oba dzieją się przy żłóbku. Różnicą jest obecność pasterzy z fujarkami lub owcami versus orszaku z koronami i darami;
  • Chrzest w Jordanie – zawsze w wodzie, Jan Chrzciciel z muszlą lub dłonią polewającą głowę Jezusa. Dodatkowym elementem bywa gołębica nad wodą. Jeśli w scenie pojawia się tłum ludzi w wodzie, może to być także inne wydarzenie chrzcielne, ale postać Jezusa bywa wyraźnie wyróżniona aureolą krzyżową;
  • Ukrzyżowanie – krzyż, Chrystus, zwykle Maria i św. Jan po bokach. W kościołach regionu często rozbudowane o dodatkowe postaci: setnika, żołnierzy, święte niewiasty. Warto zwrócić uwagę, czy u stóp krzyża jest czaszka – to symbol Adama i całej ludzkości, nie efekt „makabrycznego” upodobania malarza;
  • Zmartwychwstanie – tu najłatwiej się pomylić z Wniebowstąpieniem. W scenach Zmartwychwstania Chrystus zwykle wychodzi z grobu lub unosi się tuż nad nim, często z chorągwią. We Wniebowstąpieniu bardziej znika w obłokach; czasem widać już tylko stopy lub dolną część postaci.

Naiwna rada brzmi: „sceny u góry ściany to te bardziej niebiańskie, na dole – ziemskie”. Rzeczywiście, część programów tak działa, ale w wielu kościołach, zwłaszcza modernizowanych, sceny przemieszano, dostawiano nowe fragmenty. Zdarza się, że Ukrzyżowanie ląduje bardzo wysoko (bo najważniejsze), a obok, na podobnym poziomie, pojawia się zupełnie „ziemska” scena patronów parafii. Zamiast więc ufać samej wysokości, lepiej szukać ciągów narracyjnych: czy dane wydarzenie ma swoje „przed” i „po” w sąsiednich polach?

Święci lokalni i „specjalistyczni” – jak rozpoznać patrona od wszystkiego, a jak od konkretnego kłopotu

W polichromiach ziemi lubuskiej szczególnie ciekawa jest warstwa świętych „od czegoś”: od rolników, od chorób, od ognia, od dzieci. Malarze wplatają ich w program tak, by wierny wiedział, do kogo może zwrócić się z określoną sprawą.

  • św. Roch – pielgrzym z laską, psem i odsłoniętym udem (rana dżumy). Jeśli w scenie pojawia się pies z bochenkiem chleba, nawet bez rany, to bardzo mocny sygnał;
  • św. Sebastian – młody mężczyzna przywiązany do drzewa lub słupa, przeszyty strzałami. W wersjach „cenzuralnych” strzał bywa mniej, ale sam motyw przywiązania i nagiego torsu pozostaje czytelny;
  • św. Florian – żołnierz lejący wodę na płonący budynek, często w otoczeniu małego miasta. W regionach o drewnianej zabudowie jego obecność na ścianach bywała sprawą jak najbardziej praktyczną;
  • św. Izydor Oracz – chłop z pługiem, wołami lub zbożem, czasem z aniołami orzącymi obok. W polichromiach może pojawiać się wprost na ścianie nawy, bliżej wiernych, a nie wysoko w prezbiterium – to znak, że patronuje codziennej pracy.

Klasyczna sugestia przewodników: „lokalni święci są zawsze bliżej wejścia, bo są bliżej życia ludzi”. To bywa prawdą w miejskich kościołach z przemyślanym programem. W mniejszych świątyniach decydowała często dostępność miejsca na ścianie i kolejność fundacji. Zdarza się więc, że św. Izydor ląduje w prezbiterium, bo akurat tam pozostał wolny fragment. Zamiast więc szukać reguły „od drzwi do ołtarza”, lepiej po prostu zadać pytanie: jakie zawody, choroby, zagrożenia były tutaj realne? Odpowiedzią są często właśnie postaci malowane gdzieś z boku, między „wielkimi” scenami.

Grupy postaci – apostołowie, prorocy, aniołowie chóralni

Nie zawsze da się wypunktować każdą postać z osobna. Artyści liczyli na to, że widz rozpozna całe grupy: „to apostołowie”, „to prorocy”, „to aniołowie”. W takiej perspektywie ważniejsze stają się liczby i układ niż pojedyncze twarze.

  • Dwunastu – jeśli widzisz około dwunastu mężczyzn z księgami, zwojami, czasem z instrumentami (harfa, lira), to zapewne apostołowie lub prorocy. Jeśli scenie towarzyszy gołębica, języki ognia lub Maryja w centrum – to Zesłanie Ducha Świętego, a grupa to apostołowie;
  • Czterej – zestaw ewangelistów lub czterej wielcy doktorzy Kościoła. Ewangelistów zdradzają zwierzęta-symboliczne towarzystwo (lew, wół, orzeł, człowiek/anioł). Doktorzy Kościoła mają zwykle insygnia nauczycielskie: birety, mitry, księgi, pióra;
  • Zastępy anielskie – tu liczą się skrzydła i sposób obecności. Aniołowie muzykujący, trzymający instrumenty – oprawa liturgiczna. Aniołowie z narzędziami męki – adoracja Krzyża. Małe główki z samymi skrzydełkami (tzw. putta) – wypełnienie przestrzeni, „gęstość nieba”.

Co warto zapamiętać

  • Polichromie kościelne nie są wyłącznie dekoracją – tworzą uporządkowaną narrację (historia zbawienia, katechizm, lokalna pamięć), którą można czytać krok po kroku jak tekst.
  • Dawny odbiorca „czytał ściany” zamiast książek, dlatego malowidła projektowano jako wizualną katechezę: cykle biblijne, sceny przestrogi przy wejściu, symetryczne układy z Chrystusem w centrum.
  • Ocena typu „ładne/nieładne” jest drugorzędna wobec pytania o treść teologiczną; nawet surowe gotyckie freski miały przede wszystkim być zrozumiałym, dogmatycznie poprawnym przekazem, a nie estetyczną atrakcją.
  • Nie każde malarstwo ścienne to „tapeta”: rytmiczny ornament stanowi tło, a każdy element przerywający jego regularność (medalion, symbol, scena w obramieniu, herb) zwykle niesie konkretną informację.
  • Polichromie w świątyniach lubuskich są także zapisem spotkania kultur – niemieckich twórców, przedwojennych programów teologicznych i powojennych polskich wspólnot – dlatego bardziej przypominają rozmówcę niż neutralną dekorację.
  • Rozpoznanie techniki (fresco, secco, techniki mieszane) wyjaśnia różnice w wyglądzie i stanie zachowania malowideł: fresk trwa wieki i ma matowe, głębokie barwy, secco jest bardziej efektowne, lecz podatne na łuszczenie.
  • Popularny nawyk „przebiegnięcia wzrokiem” po ścianach działa tylko wtedy, gdy interesuje nas kolorystyka; jeśli chodzi o sens, skuteczniejsza jest uważna obserwacja układu scen, hierarchii postaci i miejsc, w których dekoracja się „łamie”.
Następny artykułBoże Ciało w Świebodzinie tradycje procesji, ołtarzy i świadectwa wiary
Zuzanna Borkowski
Historyczka z pasją do lokalnych dziejów Świebodzina i regionu lubuskiego. Od lat bada archiwa parafialne, rozmawia z mieszkańcami i dokumentuje tradycje religijne przekazywane z pokolenia na pokolenie. Na blogu odpowiada za teksty o historii parafii, sanktuariów i inicjatyw społecznych, a także za opisy dawnych zwyczajów liturgicznych. Każdy artykuł opiera na źródłach: kronikach, publikacjach naukowych i relacjach świadków. Dba o to, by przedstawiać fakty w sposób przystępny, ale bez uproszczeń, pokazując, jak lokalna historia kształtuje dzisiejszą duchowość mieszkańców.

1 KOMENTARZ

  1. Artykuł o tytule „Co mówią polichromie, czyli jak czytać malowane ściany w świątyniach” jest naprawdę interesujący i pouczający. Wartość tego tekstu tkwi głównie w tym, jak w przystępny sposób przedstawia różnorodność symboliki i znaczeń zawartych w malowidłach na ścianach świątyń. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć przekazy artystyczne oraz religijne, jakie kryją się za tymi dziełami.

    Jednakże, brakuje mi bardziej wnikliwej analizy technik malarskich oraz ewolucji stylów i motywów w polichromiach. Byłoby ciekawe dowiedzieć się więcej na temat konkretnych mistrzów, którzy tworzyli te dzieła oraz ich inspiracji. Takie informacje mogłyby wzbogacić artykuł i sprawić, że czytelnik poczułby się jeszcze bardziej zagłębiony w temat.

    Mimo tej małej uwagi, uważam, że artykuł jest solidny i zdecydowanie wart przeczytania dla wszystkich miłośników sztuki i historii. Mam nadzieję, że autorzy będą kontynuować swoje badania i dzielić się nimi z nami w przyszłości.

Komentarze są aktywne tylko po zalogowaniu.